Premier League

Piękne bramki Diabłów i podział punktów w klasyku. Manchester United 2:2 Liverpool

Manchester United podzielił się punktami z Liverpoolem w meczu 32 kolejki Premier League. Na Old Trafford padł remis 2:2, pomimo, że do przerwy gospodarze nie oddali żadnego strzału na bramkę rywala.

Podopieczni Erika Ten Haga mogli zanotować wymarzony początek, po tym jak Garnacho w sytuacji sam na sam minął Kellehera i trafił do pustej bramki, ale niestety – był ewidentny spalony. Liverpool nie potrzebował dużo czasu na odpowiedź, w 3 minucie do sytuacji strzeleckiej doszedł Szoboszali, lecz Onana wyszedł z bramki, skrócił kąt i powstrzymał Węgra.

Szaboszlai był na początku meczu najgroźniejszym zawodnikiem Liverpoolu, choć jednocześnie najmniej skutecznym, bo po podaniu Robertsona na okolice 11 metra, powinien trafić do siatki. Skiksował jednak i piłka przeszła obok słupka. W 23 minucie za to czysto w piłkę trafił za to Diaz, który był kompletnie nie pilnowany przy rzucie rożnym. Futbolówka została do niego zgrana na 5 metr, Kolumbijczyk efektownie złożył się do strzału i wpakował ją do siatki.

United miał groźną sytuację po rzucie wolnym, Bruno posłał świetne dośrodkowanie na długi słupek, wprost na głowę Casemiro, ten zgrywał wzdłuż linii bramkowej, ale żaden z kolegów nie zamknął akcji i piłka wytoczyła się z boiska. Czerwone Diabły starały się grać jak wcześniej, Liverpool jednak wyprowadzał bardzo groźne kontry i nękał defensywę , w 32 minucie jedna z nich zakończyła się technicznym strzałem Salaha, który pewnie odbił Onana, parę chwil później piłka dotarła do Nuneza na 16 metr, który przymierzył w okienko, ale ostatecznie piłka spoczęła na górnej siatce. Dosłownie w następnej akcji piłka odbiła się na 5 metr do Salaha, któremu pozostało tylko skierować ją do bramki, Egipcjanin włożył jednak za dużo siły i posłał piłkę w trybuny.

Manchester zapadł się w sobie i tak naprawdę przestał atakować, a w defensywie konsekwentnie popełniał karygodne błędy. Dość powiedzieć, że po pierwszej połowie liczba strzałów gospodarzy wynosiła…0.

Na drugą połowę United musiał wyjść z zupełnie innym nastawieniem i spróbować coś w tym meczu ugrać, ale dość nieoczekiwanie pomocną dłoń podał mu…Liverpool. Quinsah podał przez środek, tracąc piłkę na połowie boiska, a błyskotliwy Bruno Fernandes zdecydował się na strzał z pierwszej piłki, po tym jak zauważył, że Kelleher nie stoi w świetle bramki. Piłka zaskoczyła golkipera i wtoczyła się do siatki. 1-1 po pierwszym strzale w meczu.

Diabły chciały iść za ciosem, ale naraziły się na groźną kontrę gości i gdyby nie fatalny kiks Nuneza to znów byłyby na debecie. W 63 minucie prostopadłe podanie za plecy stoperów rzucił Dalot, atakował ją Fernandes, ale zabrakło mu centymetrów do zmienienia toru lotu piłki tuż przed Kelleherem. Niestety, nie zabrakło też innego, negatywnego stałego punktu każdego meczu United w tym sezonie – zmiany spowodowanej urazem. Marcus Rashford musiał opuścić murawę i Ten Hag zastąpił go Antonym. Nie wiadomo jakiej kontuzji doznał Anglik.

Teatr Marzeń jednak szybko o tym zapomniał, bo został zaczarowany przez Kobbiego Mainoo. Składna akcja United, Wan-Bissaka podłączył się z lewej obrony i dograł w pole karne do Mainoo, ten zastawił piłkę i odwracając się idealnie podkręcił piłkę przy słupku Kellehera, wyprowadzając United na niespodziewane prowadzenie. To było cudowne trafienie wychowanka.

Jasnym było, że United będzie chciał bronić tego wyniku, a podrażniony Liverpool ruszy na bramkę Onany. Tak też się stało, tylko, że gospodarze przesadzili i zaczęli bronić się właściwie we własnym polu karnym. Tak nie dało się na dłuższą metę i w 82 minucie goście wywalczyli rzut karny. Elliot po dość miękkim kontakcie z Wan-Bissaką padł na murawę i sędzia Taylor pokazał na wapno. VAR podtrzymał decyzję, a Mohamed Salah pewnie wykorzystał jedenastkę. 

Sędziowie doliczyli do spotkania 7 minut, zapowiadając emocjonującą końcówkę. W 94 minucie było groźnie, po tym jak Antony przegrał pojedynek główkowy z Robertsonem, do zgranej na 5 metr piłki dopadł Diaz, ale na szczęście fatalnie przestrzelił. Manchester United próbował w tych ostatnich 7 minutach zaskoczyć Liverpool dalszymi podaniami i szybkimi rozegraniami po odbiorze i właśnie po takiej akcji strzał oddał Antony, niestety zbyt lekki. Ostatnim akcentem tego spotkania był strzał Elliota, który dopadł do odbitej piłki przed polem karnym, ale był on zbyt lekki i Onana spokojnie wyłapał.

Ostatecznie mecz kończy się remisem, który tak naprawdę nikogo nie cieszy, chociaż z przebiegu meczu mimo wszystko Manchester United może być bardziej usatysfakcjonowany. Piękne bramki zdobywane przez Diabły dały dziś punkt.

MANCHESTER UNITED 2:2 LIVERPOOL

Bramki: 50′ Fernandes 67′ Mainoo

United: Onana – Dalot, Maguire, Kambwala, Wan-Bissaka – Mainoo (83′ Mount), Casemiro, Fernandes, Rashford (65′ Antony), Garnacho (80′ Amrabat) – Hojlund

Liverpool: Kelleher – Robertson, Van Dijk, Quinsah, Bradley (66′ Gomez), Mac Allister, Endo (66′ Elliot), Szoboszlai (66′ Jones) – Diaz, Nunez (69′ Gakpo), Salah

0 0 votes
Article Rating
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
X