Premier League

Trzeci zespół ligi zdominowany na wyjeździe, punktów brak

Manchester United rozegrał przyzwoite spotkanie, ale to nie wystarczyło na rewelację tego sezonu, Nottingham Forest. Porażka 0:1 po bramce wychowanka, aktualnie gracza Nottingham, Anthony’ego Elangii. 

Spotkanie zaczęło się od kąśliwego strzału Bruno Fernandesa, obronionego przez Selsa. Cóż z tego, skoro odpowiedź Forest skończyła w siatce Onany. Banalnie prosta akcja gospodarzy, Elanga przejął piłkę na połowie United i po prostu pobiegł na bramkę Kameruńczyka i oddał strzał z linii pola karnego. Wychowanek Czerwonych Diabłów nie celebrował jednak tego trafienia w prowokacyjny sposób.

I tak naprawdę to był przez bardzo długi czas jedyny strzał gospodarzy, którzy skupili się na tym co wychodzi im najlepiej, czyli oddali piłkę i chcieli kontrować. Tych kontr jednak nie było prawie wcale, United miał „jałowe” posiadanie piłki, z którego nic nie wynikało. Nawet jeśli udawało się utrzymywać przez dłuższy czas na połowie Forest i zakończyć strzałem, to nie były to groźne sytuacje, poza jedną z 28 minuty. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego główkował Dalot, piłka odbiła się od poprzeczki, dobitka De Ligta okazała się nieskuteczna.

United do końca połowy dobrnął z prawie 70% posiadania piłki i dwucyfrową liczbą strzałów, a mimo to wynik brzmiał 0:1. Tuż przed przerwą udało się wypracować miejsce do strzału z dystansu dla Casemiro, ale Brazylijczyk huknął o tyle mocno co niecelnie.

Ruben Amorim zareagował już w przerwie, wprowadzając Rasmusa Hojlunda za Manuela Ugarte i przestawiając drużynę w bardziej ofensywny wariant, z Bruno niżej i dwoma napastnikami na boisku. Jednak tuż po przerwie to Forest był bliższy drugiego gola, najpierw z pozycji spalonej strzelał Williams, ale świetnie interweniował Onana. Później z dystansu huknął Gibbs-White, ale z podobnym skutkiem co Casemiro przed przerwą.

W 58 minucie piłka spadła pod nogi Garnacho, który błyskawicznie złożył się do strzału i minimalnie się pomylił. Argentyńczyk był najgroźniejszy pod bramką gospodarzy, parę minut później dostał świetne podanie od Bruno, dobrze zabrał się z piłką, minął rywala i oddał strzał, który w ostatniej chwili został zablokowany. W następstwie tej akcji był rzut rożny, po którym piłka znów spadła do Garnacho, który znów strzelił groźne i mocno, ale znów zabrakło niewiele.

United zaczął coraz bardziej przeważać, w 76 minucie Bruno dograł na głowę Dorgu, który wygrał pozycję z Williamsem, ale oddał za lekki strzał. W 80 minucie wejście smoka mógł mieć Mason Mount, do którego dotarła odbita piłka na 18 metrze, ale jego mierzone uderzenie było minimalnie niecelne. Gospodarze praktycznie nie zagrażali bramce Onany w końcówce, koncentrując się na obronie swojego pola karnego. Amorim postawił w 88 minucie na Maguire’a jako dodatkowego napastnika. I paradoksalnie to właśnie Harry sprawił przeciwnikom więcej problemów przez te parę minut niż Hojlund i Zirkzee razem wzięci przez całe spotkanie. Najpierw był bliski strzelenia głową po wrzutce Dorgu, później w czasie doliczonym dwukrotnie zgrywał głową po wygraniu pojedynku w powietrzu, a w ostatniej akcji meczu pokonał już bramkarza Forest, ale piłkę sprzed linii bramkowej wybił Murillo, co cała drużyna celebrowała jak zdobytą bramkę. Chwilę później sędzia zagwizdał po raz ostatni.

To nie był zły występ podopiecznych Amorima, potrafili zdominować i zmusić do desperackiej obrony trzeci zespół ligi, widać poprawę w wielu aspektach, poza jednym. Skutecznością. Ta drużyna po prostu nie ma napastnika, człowieka od strzelania goli. To znów kosztowało ją punkty w tym sezonie.

NOTTINGHAM FOREST 1:0 MANCHESTER UNITED

Bramki: 6′ Elanga

Nottingham Forest: Sels, Murillo, Williams, Anderson (67′ Dominguez), Awoniyi, Gibbs-White, Elanga (85′ , Yates, Danilo (40′ Morato), Milenkovic, Aina (39′ Moreno)

Manchester United: Onana, Dalot, Yoro (88′ Maguire), De Ligt, Mazraoui, Dorgu, Ugarte (46′ Hojlund), Casemiro (59′ Eriksen), Fernandes, Garnacho, Zirkzee (78′ Mount)

0 0 votes
Article Rating
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
X